Pocztek Scenariusza:

Marbus:
Lato trwao tylko miesic, nasze plony nie zdyy nawet wzrosn, a z poudnia dobiega nas mrony wiatr. Boj si, e moemy mie powane problemy z ywnoci tej zimy. Ahh... Gdyby tylko Gewold przysta na propozycj Sojuszu...

Jedziec Kochan:
Marbus! Biaoskrzy pojawili si po drugiej stronie rzeki. S zakuci w stal.

Marbus:
Co? Czy to wysannicy Sojuszu? Moe chc wycign do nas pomocn do i przysali nam jakie zapasy.

Wincent:
Jako porucznik garnizonu w Seledynowym Miecie, nakazuj wam, orkom, opuci to miejsce i odda nam w posiadanie Bag'not. Jeli odmwicie, czeka was mier.

Marbus:
Co? Seledynowe Miasto mieci si tylko kilka mil na poudnie i nigdy nie milimy z ich strony adnego aktu agresji. To placwka handlowa midzy Sojuszem Pnocy, a Wesnoth. A nawet jeli chc si nas std pozby, dlaczego nie wysali kogo wikszego rang!?

Wincent:
Seledynowe Miasto nie jest ju wolnym miastem. I nie ma generaa, ktry mgby poprowadzi armi. Ale do sw, odmiecze! Wyno si z ziem, ktre nigdy nie powinny zosta wam dane albo gi!

Jedziec Kochan:
Nie podoba mi si to, kuzynie. Jeli ten czowiek mwi prawd, co musiao wykurzy ich z miasta. Tam w oddali widz ich kobiety i dzieci. To nie wojsko, Marbus, to uchodcy!

Marbus:
Uchodcy, czy wojsko... Nie moemy odda im Bag'not. To nasz dom. I jako jego mieszkacy musimy go broni! Arke netu Karash! Chwycie za swe miecze!




Dialog podczas wejcia na znak na 8, 4:

Jednostka, ktra wesza na znak:
Ta droga prowadzi przez przecz Tut'anor. Przechodz przez ni tylko najbardziej wytrwali wojownicy, gdy chc dosta si do stolicy naszych klanw, Gelu'Aben. Od dwudziestu lat nikt tamtdy nie chodzi. Ciarki przechodz mi po plecach, gdy pomyl o potwornociach, jakie si tam czaj.






Dialog podczas zabicia Kochana:

Marbus:
Nie! Bez Kochana nie uda mi si poprowadzi klanu!


Dialog podczas zabicia Marbusa:

Marbus:
Um... Umieram...





Dialog podczas zabicia Wincenta, czyli koniec scenariusza:


Wincent:
Niech was pieko pochonie... Wy psie syny! Niech wyrn was te widma, ktre wyrny naszych ludzi...

Marbus:
Zamknij usta, czowieku. I niech otworz si pyski naszych wilkw. Dzi czeka ich krwawa uczta.

Kochan:
Nie podoba mi si to, Marbus. Wszystko wskazuje na to, e co przygnao tu tych ludzi. I to co moe zaatakowa i nas. 

Marbus:
Wiem to, kuzynie. Jednak nie moemy przejmowa si przypuszczeniami, gdy nasze spiarnie wiec pustkami. Przeszukajcie wszystkie trupy. Bierzcie jedzenie, ubrania, wszystko co si nada. Jeli to rzeczywicie ocaleni, powinni przynie ze sob wiele bogactw. Trupy rzucie do owczarni.

Kochan:
Jak zwykle zwracasz uwag tylko na najblisz przyszo. Kiedy przyniesie nam to zgub, kuzynie.

Marbus:
Od lat mi to powtarzasz, jednak jak dotd doskonale chroni Twoich pobratymcw.

Kochan:
I mam nadziej, e bdzie tak dalej. Mam nadziej...




Dialog na koniec tur:


Marbus:
Nieee... Teraz nie uda si nam ju ocali naszego klanu!




Dialog podczas pojawienia si kawalerii:

Wincent:
Orkowie s silniejsi, ni sdziem. Dobrze, e przygotowaem si na takie rozwinicie sytuacji...

Kawalerzysta, jedyn z tych, co si pojawili:
Obie grupy s ju gotowe do ataku, sierancie!

Marbus:
Zasadzka! Pokacie tym ludzkim pomiotom, jak sabe s ich koniki! Dosidcie swych wilkw, moi bracia!

Kochan:
Do broni, gobliny!